Przejdź do treści
Koszyk, liczba sztuk: 0

Zajrzyj do środka

Cztery fragmenty z różnych miejsc książki - żaden nie jest ciągiem dalszym poprzedniego. Jeśli Cię wciągną, całość zamówisz w przedsprzedaży.

Fragment 01

KIEDY ODKRYŁAM, że mój mózg przeszedł na wersję demonstracyjną

Pamiętam moment, kiedy zaczęłam podejrzewać, że coś jest nie tak i nie chodziło nawet o gorąco. Chodziło o to, że pewnego dnia otworzyłam lodówkę i przez dłuższą chwilę patrzyłam na jej zawartość z wyrazem twarzy zupełnie nijakim, czyli zupełnie bez wyrazu, bo nie mogłam sobie przypomnieć, po co ją otworzyłam.

Stałam tak, dopóki nie zaczęła piszczeć, żebym ją zamknęła. Ten dźwięk przypomniał mi, że szukam telefonu, który trzymam w lewej ręce.

Dlaczego szukam telefonu w lodówce?

Nie zadawaj pytań, na które nie ma odpowiedzi.

Fragment 02

KIEDY ZORIENTOWAŁAM SIĘ, że mój organizm zaczął produkować cellulit metodą przemysłową

To było jedno z ogromnych zaskoczeń! Przez większość życia cellulit był zjawiskiem lokalnym i miał swoje ulubione miejsca oraz wyznaczone granice. Mieliśmy wspólnie ustalone zasady. Coś tam na udach poproszę, coś tam na pośladkach i finito.

Pewnego dnia spojrzałam na swoje ramię i pomyślałam:

– Przepraszam bardzo, ale co ty tutaj robisz?

Ramię nie odpowiedziało i prawdopodobnie dlatego, że samo było równie zaskoczone jak ja.

Przyciągnęłam je bliżej do oczu, bo ciężko im już wierzyć w tym wieku i nie było wątpliwości.

To był on – cellulit – w pełnej krasie.

Na ramieniu.

Kurwa.

NA RAMIENIU!

Fragment 03

KIEDY ODKRYŁAM, że nie mam już potrzeby podobania się wszystkim

Nie wiem, czy to kwestia wychowania, czy jakichś braków, czy może wymagań społecznych, ale przez lata myślałam, że zawsze muszę być wystarczająco miła, wystarczająco cierpliwa, zawsze pomocna, zawsze dostępna.

Miałam być wystarczająca dla wszystkich, a mnie dla siebie nie było wcale.

To chyba jakaś kobieca przypadłość. Uczone jesteśmy bycia wygodnymi i cichymi: nie przeszkadzaj, nie przesadzaj, nie bądź zbyt pewna siebie, nie bądź niegrzeczna.

A potem kończysz 40, 50 lat i zaczynasz rozumieć, że nie jesteś meblem, który można przestawiać wedle uznania. Że nie musisz pasować do każdego wnętrza. Że tron nijak nie pasuje do wystroju obory.

Fragment 04

KIEDY ODKRYŁAM, że mój mąż oddycha zdecydowanie za głośno

Przez pierwsze dwadzieścia lat naszego związku nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy i w ogóle oddycha mój mąż. Logicznym dla mnie było, że skoro żyje, to pewnie oddycha i ani razu się na tym nie skupiłam.

Aktualnie nie wiem, czy on jest nieuleczalnie chory, czy po prostu robi mi na złość, ale jestem absolutnie pewna, że człowiek, którego poślubiłam ponad ćwierć wieku temu, w ciągu ostatnich kilku lat zaczął oddychać mniej więcej tak, jakby próbował napompować ponton ustami.

Kto to widział, żeby tak głośno oddychać! Nie dość, że głośno, to jeszcze w złych momentach. Kurwa. Jakieś niepotrzebne wzdychania, które doprowadzają mnie do szału i ten ton.

Tak.

TON ODDECHU!

Chcesz całą książkę?

Cena w przedsprzedaży: 47,99 zł. Książkę z przedsprzedaży wysyłam w dniu premiery.